| Spis treści |
|---|
| Rozprężenie konia przed konkursem |
| Tekst źródłowy (ang.) |
| Wszystkie strony |
Pierwszą istotną rzeczą jest to, żeby mieć kogoś do pomocy. Wielkim błędem jest jeśli próbujesz się rozprężyć sam. Możesz sobie tylko zaszkodzić, jeśli na przykład do startu zostało ci dwa konie, a ty jeszcze nie oddałeś żadnego skoku, bo nie było nikogo, kto mógłby obniżyć lub podnieść przeszkodę. Oczywiście możesz za każdym razem zsiadać z konia i robić to samemu, ale w przypadku konkursów, w których startuje dużo koni, raczej nie ma na to szans, bo zawsze ktoś coś w międzyczasie zmieni.
Jeśli jednak nie uda ci się zorganizować nikogo do pomocy, wsiądź wcześniej (na ok. 20 koni przed twoim startem), żeby zagwarantować sobie możliwość przeskoczenia właściwej wysokości.
To może się wydać dziwne, ale naprawdę pierwsza zasadą jest to, aby mieć pomocnika, który będzie ustawiać przeszkody na odpowiedniej wysokości. To ważne, w szczególności jeśli jedziesz na młodym koniu.
Rozprężenie rozpocznij od krzyżaka albo małej stacjonaty.
Zazwyczaj wystarczy oddać dwa, trzy skoki, a następnie dwa-trzy razy na nieco wyższej stacjonacie. To samo z okserem – mały okser na początek, później większy. O ile to możliwe, postaraj się skakać przeszkody z lewego i prawego najazdu.
Mniej zaawansowanym jeźdźcom albo jeźdźcom startującym na młodych koniach szczególnie polecam używanie na rozprężalni wskazówek, w szczególności przed stacjonatą. Zdarza się, że konie na zawodach są nieco rozkojarzone i nie koncentrują się na przeszkodzie, więc żeby uniknąć ewentualnych pomyłek, warto skorzystać z takiej pomocy.
Jeśli mamy do czynienia z koniem, który w skoku słabo pracuje przodem, ostatnią rzeczą, którą chcemy, to żeby uderzył się mocno w przednie nogi. To może spowodować, że koń będzie starał się zostawić przód nieco z tyłu, zamiast podnieść nogi śmiało przed siebie.
W przypadku młodych koni ważne jest, aby była widoczna podstawa przeszkody. Dlatego na rozprężalni warto pod przeszkodą położyć drąg. Szczególnie dotyczy to stacjonat, ponieważ w przypadku okserów, tylny drąg zachęca konie do większego zaangażowania przodu.
W przypadku niedoświadczonych jeźdźców, szczególnie takich, którzy mają problem z oceną dystansu, warto jest zacząć skoki na okserze, którego pierwszy człon jest wyraźnie niżej od drugiego. To również zdecydowanie łatwiejsza i bardziej zachęcająca dla konia przeszkoda niż tradycyjny okser, dlatego dobrze jest jej używać skacząc na młodym koniu, bo nabierze na takiej przeszkodzie więcej pewności siebie. Z kolei stosowanie takiej przeszkody u doświadczonego konia spowoduje, że lepiej zapracuje zadem.
Dojeżdąjąc na rozprężalni takiej przeszkody nieco wolniej i bliżej spowodujemy, że koń wyskoczy mocniej w górę i jednocześnie odda trochę słabszy skok, przez co może puknąć lub strącić tylny drąg. Ale to dobrze. O to chodzi. Podnieś przedni drąg zrównując go z tylnym i najedź jeszcze raz. To trochę zmyli konia i może sprawić, że muśnie przodem pierwszy drąg. W ten sposób trochę go zmotywujemy do mocniejszego i uważniejszego skoku, dzięki czemu na parkurze będzie bardziej skupiony na górnym dragu. Przecież to czego oczekujemy od konia, to żeby koncentrował się na górnym drągu.
Na dzisiejszych parkurach, często ustawiane są trudne dystanse, które rozpraszają konia. Poza tym przeszkody mają coraz więcej optycznych efektów i różnych wypełnień, które również odwracają jego uwagę.
Jeździec musi mieć pewność, że koń jest skupiony na górnym drągu, a nie na tych wszystkich rzeczach dookoła. Oczywiście ciężko jest na rozprężeniowej przeszkodzie, która zazwyczaj nie jest tak kolorowa i nie ma żadnych wypełnień, na tyle oswoić konia z otoczeniem, żeby po wyjechania na parkur nie patrzył się na kolorowe przeszkody. Jeśli jednak na rozprężalni uda nam się skupić uwagę konia na górnym drągu poprzez sprowokowanie kilku puknięć, wtedy na pewno na parkurze bardziej skoncentrowany.
O autorze:
Vicki Roycroft - najlepsza australijska zawodniczka konkurencji skoków. Reprezentowała Australię na trzech olimpiadach i na wielu Mistrzostwach Świata. Jej ambicją jest zdobycie indywidualnego medalu olimpijskiego. W Sztokholmie, w 1990 roku, na Mistrzoswach Świata, zdobyła dziesiąte miejsce. Z kolei 3 lata wcześniej (1987) - 11 na Mistrzostwach świata w Paryżu. Wygrała 35 kwalifikacji do Mistrzostw Świata - więcej niż którykolwiek z australijskich zawodników. Brała również udział w trzech olimpiadach: w 1984, 1988 i 1996 roku. Była również wybrana na Olimpiadę organizowaną w 1992 roku, ale ze względu na kontuzję swojego konia - Mickey Mouse, nie mogła wziąć w niej udziału. Pojechała tam jednak w roli trenera Matta Ryana, który wywalczył indywidualnie złoty medal w konkurencji WKKW. Na olimpiadzie w Sydney (2000) również pełniła rolę trenera australijskiej ekipy i z pewnością przyczyniła się do zdobycia kolejnego złotego medalu - tym azem drużynowego. Idolem Vicki jest Martina Navratilova i Mark Todd. Poza jazdą konną i trenowaniem koni i jeźdźców uwielbia czytac i jeździć na nartach. Vicki Roycroft trenuje z Wayne Roycroft (WKKW) i Georgem Morrisem (skoki). Trenuje od 6 do 14 godzin dzienne, siedem dni w tygodniu koncentrując się głównie na pracy ujeżdżeniowej i skokowej. Pierwszy raz wsiadłą na konia w wieku trzech lat, idąc tym samym w ślady swojej mamy i rodzeństwa.


